Magia własnej interpretacji

Każda lektura to wyjątkowa i osobista podróż czytelnika, w której nie istnieją sztywne zasady. Nie ma jednego słusznego sposobu czytania, bo nie siadamy do książki z instrukcją obsługi. I to jest najpiękniejsze! Książka staje się kompletna dopiero wtedy, gdy czytelnik spędza z nią czas tak jak lubi najbardziej – z kubkiem kawy, w całkowitej ciszy lub w biegu, zaznaczając ulubione fragmenty, wielokrotnie wracając do poprzednich rozdziałów... To właśnie ta swoboda sprawia, że ten sam tekst jedną osobę może zachwycić, drugą głęboko wzruszyć, a trzecią wręcz oburzyć. Każdy z nas wnosi do historii własny bagaż życiowy, który całkowicie zmienia odbiór słowa pisanego.
Bo książka to nie matematyka, gdzie na końcu podręcznika zawsze czeka jedyny właściwy wynik. Literatura nie poddaje się sztywnym równaniom, nie określa jednoznacznie i nie posiada wzoru, według którego trzeba ją analizować. Nie można powiedzieć, że ktoś książki nie zrozumiał lub że mu czytanie nie wyszło, tylko dlatego, że zobaczył w niej coś innego niż większość. Książka to taka wspaniała rzecz, która cieszy, uszczęśliwia i ociepla serce, a nie egzamin, który trzeba zdać na ocenę celującą. 
Nie trzeba wiedzieć, co Autor miał na myśli.
Zatem nie lubię, kiedy podczas dyskusji o którejkolwiek z lektur słyszę pretensonalne: „och, nie zrozumiałaś, nie o tym była książka, nie o to chodziło autorowi”. Takie stawianie sprawy zabija całą radość z obcowania ze sztuką i zamyka usta czytelnikom. A ja uważam, że książka jest dokładnie o tym, o czym przeczytała osoba ją czytająca w danym momencie swojego życia. Dla jednych kluczowa będzie wartka fabuła, genialny pomysł czy dynamiczny scenariusz wydarzeń. Dla innych wartością dodatnią stanie się wpleciony w tło wątek historyczny, a jeszcze inni zachwycą się pięknym językiem i stylem Pisarza. Wszystkie te perspektywy są tak samo ważne i potrzebne.