Z kryminalnych książek Magdaleny Majcher ta dołącza do czołówki i jest na pierwszym miejscu egzekwo z Frelą. Obie są w moim klimacie głównie przez to, że mają niewielu bohaterów, a akcja toczy się na dość niewielkiej przestrzeni, zaledwie w kilku miejscach. I coś co lubię najbardziej czyli przemyślenia głównego bohatera zamiast nadmiernych dialogów.
Kinga Figa jest jedną z najchętniej czytanych pisarek. Tematyka jej książek uzupełnia pewną lukę w branży wydawniczej dzięki czemu ma stałych, oddanych czytelników wyczekujących informacji o kolejnym wydaniu. Prywatnie Kinga jest wdową. Jej mąż został brutalnie zamordowany, a morderca do dziś pozostaje nieznany. Tymczasem od jakiegoś czasu Kinga dostaje listy z pogróżkami i ktoś przebija opony w jej samochodzie. Jest niemal pewna, że morderca męża wrócił.Pierwszoosobowa narracja pozwala na naprawdę mocny odbiór opisanych sytuacji. Książka naprawdę wciąga, czytelnik chcę poznać kolejne fakty, być bliżej, dociekać, poszukiwać. Zakończenie książki jest fenomenalne. Autorka totalnie zmyliła czytelnika. Ja, osoba analizująca wszystko; każdego bohatera, każdy szczegół, każdą sytuację - nie wpadłam na takie zakończenie. Zakręciła mi się też w oku łezka wspomnień. Pamiętam czas kiedy zapoznałam się z twórczością Magdy. To było jeszcze na długo przed kryminałami i historiami true crime. Każda z książek niosła ze sobą inny problem społeczny. Od depresji poporodowej, przez adopcję i homoseksualizm, po zmaganie się z zaburzeniami lękowymi. Książka Deadline przypomniała mi o tym ponieważ sama opisuje bardzo nieznany mi do tej pory przypadek. Chociaż opisuje to zbyt duże słowo. Pewne zachowanie zostaje przedstawione, a potem książka się kończy. I chociaż zagadka kryminalna pozostaje rozwiązana to czytelnikowi dopiero wtedy nasuwa się cała lista pytań, a w szczególności jedno: czy będzie kontynuacja?
