Znakomita. Fenomenalna. Chciałam czytać wciąż i wciąż jednocześnie oszczędzać by nie skończyć powieści zbyt szybko.
Niezwykła historia tytułowej Violette. Kobiety, która idzie przez życie nieśmiało, nie wyciąga ręki po więcej, nie dopomina się o szczęście od losu. Po prostu idzie i z pokorą bierze co zsyła jej życia. A ono nierzadko bywa okrutne. Ciężkie sytuacje nauczyły Violette, że ostatecznie w życiu ważny jest spokój. Rodzice. Mąż. Córka. To wszystko można tak łatwo stracić. Violette wiele razy zaczynała od nowa. Zmieniała miejsca zamieszkania by w końcu poczuć się dobrze tam skąd inni uciekają."Zawsze w końcu przychodzi poranek, kiedy wstaje piękny dzień, a trawa odrasta na wypalonej ziemi"
Bohaterka poznaje Philippe jeszcze przed ukończeniem pełnoletności. Jako, że wychowywała się bez rodziców to jej pragnienie założenia swojej rodziny jest bardzo silne. Dość szybko decyduje się na wspólne zamieszkanie. Zachodzi w ciążę i rodzi Leonie. Córka jest jej oczkiem w głowie, tym bardziej że mąż zaczyna się oddalać. Tworzą dość specyficzną rodzinę, w której mąż i ojciec ucieka od uczestniczenia w rodzinnym, codziennym życiu. Dopiero po wielu latach Violette odkrywa, że nie była to fanaberia, a wyrzuty sumienia i przytłaczająca emocjonalność.
Wzruszająca opowieść, otulona w bogate przemyślenia. Chciałbym poznać Violette, mieć jej siłę i opanowanie. Przekuć smutek w radość jest przecież tak trudno, a ona to robi. Pomimo bólu, który w sobie nosi. Pomimo straty, której nigdy niczym nie uzupełni.
Wspaniała jest też druga historia, poboczna. Przedstawiona w formie dziennika, który Violette czyta. O miłości, stracie i ostatecznym spełnieniu.
Nie mogę nie polecić. Lektura obowiązkowa.
Autor: Valerie Perrin
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 480
Czas czytania według portalu LubimyCzytać: 8 godz.
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 480
Czas czytania według portalu LubimyCzytać: 8 godz.